Skip to main content Scroll Top

Motocyklami przez Nikaraguę – niezwykła wyspa Ometepe

Zanim trafiliśmy do Nikaragui, znacznie częściej natrafialiśmy na relacje o problematycznym przekraczaniu granicy i trudnościach, jakie kraj ten przysporzył wielu podróżnikom, niż na opisy samych miejsc i wrażeń z podróży. I choć dzięki temu byliśmy świetnie przygotowani na formalności, szybko doszliśmy do wniosku, że Nikaragua jest mocno demonizowana i zbyt często traktowana jedynie tranzytowo – jako przystanek w drodze do sąsiedniej Kostaryki. Tymczasem wystarczy dać jej szansę, by odkryć kraj, który potrafi zaskoczyć nawet bardziej niż jego słynniejsi sąsiedzi.

Mimo że nasza motocyklowa podróż przez Nikaraguę zaczyna się tutaj, na wyspie Ometepe, wcześniej odwiedziliśmy już wiele innych miejsc. Jak wspominaliśmy w ostatnim wpisie z Meksyku, w niewyjaśniony sposób straciliśmy materiał zdjęciowy z przejazdu przez Gwatemalę, Honduras i Salwador, dlatego nasza dalsza relacja zaczyna się dopiero tutaj – w Nikaragui, kiedy czekaliśmy na prom na Ometepe. Zapakowaliśmy na niego siebie i nasze motocykle i spędziliśmy tam kilka dni, przemierzając wyspę i odkrywając jej najbardziej ukryte zakątki. Każdy dzień przynosił nowe krajobrazy – od szutrowych dróg wijących się wśród plantacji i małych wiosek, po widoki na górujące nad nimi wulkany.

Promem na wyspę Ometepe

Wyspa Ometepe leży na największym jeziorze Ameryki Środkowej – Lake Nicaragua, zwanym też w rdzennym języku nahuatl Cocibolca. Ometepe połączona jest z lądem dość wygodną siecią promów, które kursują codziennie z San Jorge. Promów jest naprawdę dużo, od samego rana po godziny późno popołudniowe, ale bywają i dni, że brakuje na nich miejsca dla samochodów i camperów, dlatego warto do San Jorge przyjechać z samego rana. Do wyboru mamy też dwa rodzaje transportu – duże promy i mniejsze lanchas, które są mniej stabilne i zapewniają dużo więcej wrażeń.

Aktualny rozkład promów i ceny znajdziecie pod tym linkiem. Jednak warto podejść do okienka i dopytać się o szczegóły, promy mogą odpływać o innych porach niż są podane w rozpisce. Również i ceny podane są dla pasażerów, koszty przewozu pojazdów są dużo większe, mogą się dodatkowo różnić w zależności od przewoźnika i rodzaju promu. Jako obcokrajowcy, przy wjeździe do portu, jesteśmy też zobowiązani do uiszczenia dodatkowej opłaty portowej.

Jako, że motocykle należą do małych pojazdów, wjechaliśmy na prom jako pierwsi. Póżniej, już z górnego pokładu obserwowaliśmy, jak są przypinane linami do metalowych konstrukcji pokładu. Przestrzeń dookoła szybko się zapełniła i byliśmy pod wrażeniem, jak wiele obładowanych pakunkami samochodów, motocykli i rowerów pracownicy portu są w stanie upchnąć na jednym promie. Kiedy już wszystkie silniki ucichły i wszystko zostało zapakowane, prom ruszył w półtora godzinny rejs do miejscowości Moyogalpa. Podróż nie należała do spokojnych – już po kilku minutach było jasne, że Lake Nicaragua potrafi pokazać swoje bardziej surowe oblicze. Statek kołysało na wszystkie strony, a kolejne fale regularnie uderzały w burtę i zalewały dolny pokład. Czasami były tak wysokie, że nawet my od czasu do czasu dostawaliśmy wodą po twarzy.

Kiedy w końcu dopłynęliśmy do Moyogalpy, wszystko działo się już bardzo szybko – silniki znów ożyły, liny zostały poluzowane, a my zjechaliśmy na ląd. W Moyogalpy znaleźliśmy bankomat, zrobiliśmy zakupy na kilka dni i ruszyliśmy w stronę naszego campingu, który był naszą bazą na kilka najbliższych dni.

La Sirenita

La Sirenita położona była tuż nad brzegiem Lake Nicaragua, z niesamowitym widokiem na wulkan, wśród zieleni wysokich drzew i plantacji bananów. O poranku budziło nas wycie wyjców i przenikliwe odgłosy ptaków, które wypełniały całą okolicę, przypominając, że jesteśmy w samym sercu tropikalnej przyrody. Dni spędzaliśmy na podróżowaniu po wyspie i odkrywaniu jej zakątków, a wieczory najczęściej na brzegu jeziora, obserwując, jak zachodzące słońce oblewa wszystko dookoła złotą poświatą.

Pisząc o Ometepe, nie mogliśmy nie wspomnieć o tym miejscu i jego właścicielu – Lukasie. To właśnie dzięki takim ludziom podróże zostają w pamięci na długo po powrocie do domu. Od pierwszych chwil czuliśmy się tutaj mile widziani i zaopiekowani. Lukas poświęcił nam naprawdę dużo czasu, chętnie dzieląc się opowieściami o wyspie, okolicznych atrakcjach i codziennym życiu w Nikaragui. Rozmawialiśmy także o tym, jak zmienia się kraj i jak wyglądają te przemiany z perspektywy osoby, która postanowiła związać z nim swoje życie. To miejsce na długo pozostanie w naszych sercach i bez wątpienia było jednym z najjaśniejszych punktów naszego pobytu na Ometepe.

Dookoła wulkanu EL Concepcion

Wznoszący się nad wyspą wulkan Concepcion od wieków zajmował szczególne miejsce w wierzeniach rdzennych mieszkańców Ometepe. Dla zamieszkujących te tereny ludów nie był jedynie potężną górą dominującą nad krajobrazem, lecz świętym miejscem, w którym świat ludzi przenikał się ze światem duchów i sił natury. Wulkan ma niemal idealnie stożkowaty kształt i jest widoczny z niemal każdego zakątka wyspy, niczym strażnik czuwający nad jej mieszkańcami, przypominający nieustannie o potędze natury i sile, jaka drzemie w jej wnętrzu.

Na długo przed pojawieniem się Hiszpanów wyspę zamieszkiwał między innymi lud Nicarao. Pozostawił po sobie setki petroglifów, kamiennych posągów i śladów dawnych osad, które do dziś można odnaleźć w różnych częściach Ometepe. To właśnie od imienia wodza Nicarao, który władał tymi terenami w czasie przybycia konkwistadorów, Nikaragua najprawdopodobniej wzięła swoją nazwę.

Droga dookoła wulkanu to bardzo przyjemna i stosunkowo łatwa przejażdżka, prowadząca przez plantacje bananów, niewielkie miasteczka i zielone pola. Co jakiś czas trasa zbliżała się do brzegu jeziora, wiodąc wzdłuż plaż, na których można było obserwować dziesiątki ptaków brodzących przy wodzie. Za miejscowością Altagracia skręciliśmy w szutrową drogę, która poprowadziła nas do malutkiej wioski La Polonia, z którą wiąże się bardzo ciekawa historia jednego z naszych rodaków.

Polski akcent na Ometepe

Władysława Chwalbiński był polskim duchownym, który przez wiele lat działał na wyspie i miał realny wpływ na życie lokalnej społeczności. Pracował przede wszystkim w rejonie Altagracia, gdzie angażował się nie tylko w działalność duszpasterską, ale także w edukację i rozwój społeczny mieszkańców. To właśnie dzięki jego inicjatywom powstały lokalne projekty edukacyjne, a jego działalność do dziś jest wspominana przez mieszkańców jako ważny element historii wyspy.

Przekonaliśmy się o tym bardzo szybko – już pierwszego dnia po przypłynięciu na Ometepe. Gdy tylko jeden z mieszkańców zauważył obce tablice rejestracyjne, zaczął dopytywać, skąd jesteśmy. Kiedy usłyszał, że z Polski, od razu wspomniał o polskim księdzu, który działał na wyspie. Później Lukas, który lepiej mówił po hiszpańsku niż my, podpytał lokalnych mieszkańców o duchownego z Polski, który działał na wyspie i w ten sposób poznaliśmy jego imię. Dla nas było to zaskakującym odkryciem, że na środku jeziora w Nikaragui trafimy na historię Polaka – jednego człowieka, który w tak dużym stopniu wpłynął na lokalne życie, że mieszkańcy wyspy wciąż o nim pamiętają i wspominają jego działalność.

Dokoła wulkanu EL Maderas

El Maderas to drugi wulkan wyspy Ometepe. Jest niższy i mniej monumentalny niż Concepcion, ale wyróżnia się znacznie bardziej dzikim charakterem. Jego zbocza porastają gęste lasy mgliste i tropikalna roślinność, które nadają mu zupełnie inny klimat. Dla rdzennych ludów jego zielone stoki były symbolem życia, płodności i odradzającej się natury. W przeciwieństwie do surowej potęgi Concepcion, Maderas postrzegany był jako wulkan łagodniejszy, związany z cyklem wzrostu, deszczu i urodzaju, który kształtował codzienne życie mieszkańców wyspy.

Również droga dookoła wulkanu Maderas Volcano ma zupełnie inny charakter – jest bardziej dzika i zdecydowanie mniej turystyczna. Tutejsze trasy dalekie są od ideału. Zamiast czarnej wstęgi asfaltu pojawiają się wąskie odcinki szutrowe, prowadzące przez gęste, wilgotne lasy, plantacje kawy i ukryte wśród drzew gospodarstwa. Rzadziej też droga prowadzi przez otwarte przestrzenie – częściej jedzie się w cieniu, pod zielonym dachem drzew, porastających zbocza wulkanu Maderas.

Powrót z Ometepe i droga w stronę granicy z Kostaryką

Spakowaliśmy motocykle, pożegnaliśmy się z naszym gospodarzem Lucasem i ruszyliśmy – za jego radą – w stronę nieco bliższego portu San Jose del Sur, z którego tylko kilka razy dziennie wypływają promy zabierające na swój pokład pasażerów i pojazdy. Jednym z nich wróciliśmy na stały ląd.

Nasz czas na Ometepe i w samej Nicaragui powoli dobiegał końca. Ostatni dzień na wyspie był równocześnie naszym ostatnim w tym pięknym, zaskakującym kraju. W Kostaryce czekała nas nowa przygoda oraz nasza dobra przyjaciółka, która miała dołączyć do nas samochodem na dwa tygodnie.

Posty powiązane

Zostaw komentarz

Privacy Preferences
When you visit our website, it may store information through your browser from specific services, usually in form of cookies. Here you can change your privacy preferences. Please note that blocking some types of cookies may impact your experience on our website and the services we offer.